Blog > Komentarze do wpisu

Żywoty zwierząt - brojlery.

Hodowla kur przynosi człowiekowi podwójną korzyść, gdyż zwierzę to dostarcza mięsa i jajek. W dzisiejszych czasach oba te produkty uzyskuje się najczęściej zestandaryzowanymi metodami produkcji masowej.

BROJLERY.

Wraz ze spadkiem zainteresowania czerwonym mięsem, z roku na rok spożycie drobiu wzrasta w krajach wysoko rozwiniętych. Mięsa drobiowego dostarczają najczęściej do sklepów hodowcy brojlerów, czyli kurczaków hodowanych na mięso.

Producent brojlerów zakupuje najpierw w wylęgarni od 10.000 - 50.000 jednodniowych piskląt, które umieszczane są w tzw. brojlerowniach, czyli długich budynkach bez okien, zwykle na podłodze betonowej, rzadziej ze ściółką lub aby zmieścić jak najwięcej zwierząt, wykorzystuje system klatek.

Brojlerownia

W brojlerowni każdy czynnik hodowli jest ściśle monitorowany, aby ptaki rosły jak najszybciej. Karma i woda dozowane są automatycznie z karmideł, a oświetlenie zmieniane jest zgodnie z zaleceniami naukowymi, co ma na celu jak najbardziej pobudzać apetyt kurczaków i stymulować przyrost masy ciała.


Przy hodowli brojlerów na jednego ptaka przypada średnio 500-600 cm kwadratowych powierzchni (tj. powierzchnia kartki papieru formatu A4 lub 15 calowego monitora). W warunkach dużego stłoczenia i stresu wywołanego ciągłym oświetleniem ptaki w wyniku frustracji wydziobują sobie pióra, a nawet walczą ze sobą, zabijają się i zjadają. Jedynym dniem, w którym ptaki z brojlerowni widzą światło dzienne jest dzień uboju, w którym są wyłapywane i upychane ciasno w klatkach,w których wiezione są do ubojni. Tam czekają często kilka godzin bez dostępu do wody i pożywienia na powieszenie głową w dół na taśmie przenośnika dowożącego je pod nóż podrzynający gardło.

Nienaturalny sposób hodowli kur (zamknięcie kurczaków na stałe w budynkach jest stosunkowo nową metodą chowu) wywołuje u zwierząt agresję (a co za tym idzie straty), w związku z czym producenci drobiu stosują różne metody zapobiegania aktom walk czy kanibalizmu. Jedną z nich jest przyciemnienie oświetlenia (zwykle kurczaki ostatnie tygodnie swojego życia spędzają w niemal zupełnych ciemnościach). Bardziej drastyczną, jakkolwiek powszechnie stosowaną metodą mającą ograniczyć skutku stresu jest debeaking, czyli przycinanie dzioba. 

        

Zabieg ten wykonuje się specjalnym urządzeniem z gorącym ostrzem, nieco przypominającym gilotynę. Dziób pisklęcia wkłąda się pod ostrze, które obcina jego koniec. Czynność tą wykonuje się bardzo szybko przycinając blisko 15 dziobów na minutę, przez co u większości ptaków zabieg wykonywany jest nieostrożnie. Cięcia są krzywe i wywołują poważne urazy, od oparzeń nozdrzy po okaleczenie jamy ustnej. Zabieg wykonany poprawnie także nie należy do przyjemnych, bowiem u kurczaków pomiędzy rogiem a kością występuje wrażliwa tkanka łączna przypominająca macież paznokcia ludzkiego. Przycinanie dzioba można więc przyrównać do wyrywania paznokcia.

Hodowla przemysłowa drobiu nie jest przyjazna ani dla ptaków ani dla konsumentów mięsa. Do karmy dodawane są bowiem środki przyspieszające wzrost, dzięki czemu kurczaki są gotowe do uboju już po niespełna 8 tygodniach hodowli, osiągając wagę około 2 kilogramów (czyli w połowę czasu, który potrzebny był niegdyś na wzrost kurczaka do takiej masy). Ze względu na zbyt szybki przyrost wagi, ponad 75% kurczaków trafiających na linię ubojową ma uszkodzone kończyny, które często ulegają złamaniu pod ciężarem własnym zwierzęcia. Tak szybki wzrost sprzyja także występowaniu wielu deformacji. Reasumując: mięso drobiowe dostępne w sklepach to najczęściej mięso chorych zwierząt.

W związku z tym, że w brojlerowniach nie wymienia się ściółki i nie uprząta odchodów zwierząt, żyją one w odorze amoniaku i zgnilizny. Bakterie mające świetne warunki rozwoju w brojerowniach występują w prawie każdym mięsie drobiowym (m.in stąd zalecenie dotyczące posiadania osobnej deski używanej wyłącznie do krojenia surowego mięsa drobiowego).

W mięsie drobiowym poza substancjami przyspieszającymi wzrost możemy znaleźć groźne dla zdrowia i życia bakterie odporne na antybiotyki. Jest to efekt stosowania nadmiernej ilości leków w hodowli przemysłowej. Antybiotyki muszą być jednak stosowane regularnie, ponieważ zwierzęta hodowane są w takich warunkach, których nie przeżyłyby bez leków. W związku z tym, że na kurzych fermach hoduje się dziesiątki tysięcy sztuk drobiu, zindywidualizowane leczenie nie jest możliwe: jeżeli zachoruje jeden kurczak, antybiotyki dostają wszystkie zwierzęta. A choroby wśród zwierząt hodowanych w warunkach stresu, stłoczenia i braku odpowiedniej higieny są bardzo powszechne. 

Ograniczenie stosowania leków w hodowli kur jest możliwe wyłącznie poprzez poprawę ich warunków bytowych. A to przekłada się na wyższy koszt mięsa, na który nie godzą się konsumenci. Producenci nie podwyższają więc standardów hodowli zwierząt i koło się zamyka. 

Amatorów mięsa drobiowego może uspokoić fakt, iż w coraz większej ilości sklepów  można kupić kurczaki z tzw. wolnego chowu. Są one co prawda średnio 2-3x droższe od kurczaków z hodowli wielkoprzemysłowej, najczęściej jednak pochodzą one z gospodarstw, gdzie kurczaki miały dostęp do świeżego powietrza, trawy i były karmione paszą bez dodatków antybiotyków czy stymulatorów wzrostu. To gwarantuje, iż składniki te nie będą obecne w ich mięsie. Nie uświadczymy w nim również groźnych bakterii. Uważam, że to znacznie lepszy wybór, pod absolutnie każdym względem niż kurczak z hipermarketu. Zarówno dla Czytelnika jak i oczywiście dla samego kurczaka. 

niedziela, 03 lutego 2013, ewaem84

Polecane wpisy

Komentarze
2016/10/24 09:57:06
Podobnie sprawa ma się w przypadku kiedy ptactwo wkładamy do klatki dla ferm drobiu.. Znikneły podwórka, kurniki... to smutne..
-
awa7070
2017/05/31 12:22:42
A ja patrzeć nie mogę na drób z ferm drobiu . Jestem z pokolenia znającego kury, gęsi i inne ptactwo chodzące po podwórku...